Sztuka a ekonomia

 W czasach pościgu za doczesnością, w świecie pędu za popularnością, sztuka, a może artyzm tworzą trudny i skomplikowany związek, symbiozę przeistaczania się, ponieważ jedna dziedzina potrzebuje drugiej i odwrotnie dla wypełniania siebie i swoich odniesień względem rynku. Sztuka zazwyczaj jest siłą sprawczą zmian społecznych, dlatego kultura w całokształcie rozumienia powinna być przestrzenia, jako wolność myśli twórczej, dostępną dla każdego twórcy z osobna. Stanowi to punkt wyjścia w myśli tworzenia dzieła dla artystów. "Prawo do korzystania i tworzenia kultury to z jednej form narodowego obowiązku. Już dawno w najstarszych zapisach Biblii powiedziano, że ten, kto posiadł szczególne dary powinien je eksponować, dzielić się z innymi, zaniechanie takich działań jest spostrzegane, jako nieodwracalne zło a w frazeologii teologicznej, jako grzech niespełnienia.

 

 

  Co na ten temat sądzą artyści, twórcy, ludzie, którzy kulturą zajmują się, na co dzień?

 

 

W obecnym istniejącym wytworze cywilizacji, dostęp do kultury jest prawem porównywalnym do opieki zdrowotnej lub edukacji. Z tym, że sytuacja tych trzech praw bardzo się od siebie różni w zależności od okresu występowania oraz różnych niezwiązanych z sobą pobudek. Ponieważ:

1. Prawo do ochrony zdrowia występuje, jako obowiązek nakładany przez obywateli na instytucje państwowe lub samorządowe, dla ulepszania warunków zdrowotnych oraz wydłużania okresu życia obywateli.

2. Prawo do edukacja jest również obowiązkiem wynikającym z zapisów najważniejszego Aktu prawnego, jakim jest Konstytucja RP.

3. Sztuka - prawo do kultury jest ciągle etapem niedociągnięć, traktowane po macoszemu a nawet, nie obawiam się sie takiego ujęcia, kpiną najwyższych władz w stosunku do możliwości tworzenia- prezentowania swoich dzieł - finansowania sztuki, a co najważniejsze objęcie patronatem ekonomicznym artystów-twórców. Ponieważ w tej chwili bardziej dbamy o osoby np. wykluczone społecznie a niżeli o twórców promujących kulturę własnego narodu. Brakuje mam czynnego i długofalowego wsparcia w każdym przedziale tworzenia, a szczególnie później w okresie starości, utraty zdrowia czy innych niedociągnięć niezwiązanych bezpośrednia z twórcą. Prawo do kultury ma sens w kontekście potrzeby kultury jednostki(odbiorcy), a tę potrzebę traci się z upływem wieku. Walka o prawo do korzystania z dóbr kultury jest na pierwszym miejscu walką o zmianę podejścia funkcjonującego systemu edukacyjnego do wartości kultury. Zacznijmy wreszcie kształcić więcej specjalistów kadry nauczycielskiej na poziomie uniwersyteckim, likwidując wszystkie pseudo uczelnie wypuszczające przypadkowych magistrów pedagogiki. Wówczas wzrośnie popyt na kulturę w postaci teatrów, oper, filharmonii, galerii itp. W obecnym kształcie kultura masowa zamyka się w otoczeniu kabaretu, muzyki Disco Polo, czyli wszystkiego tego, czego nie trzeba analizować. Konieczne jest uzmysłowienie społeczeństwu, że kultura nie jest snobistycznym odpoczynkiem, a ważną część współistnienia, narzędziem, dzięki któremu zauważamy świat wokół siebie, wówczas stajemy się prawdziwymi ludźmi.

(Katarzyna Kasprzyk)

 ...Kultura stanowi element współczesnej ekonomii i jako czynnik wzrostu wpływa znacząco na przemysły kreatywne, nowoczesne technologie i innowacyjność społeczeństw. Jest warunkiem sine qua non rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Różnorodność kulturowa i pluralizm upoważniają nas do starań w zakresie włączenia do kultury wszystkich osób, które z powodu różnorakich barier (zdrowotnych, językowych, ekonomicznych, geograficznych i innych) nie mogą być pozbawione dostępu do kultury. Współczesna demokracja zakłada swobodę form artystycznego wyrazu, która powinna być zagwarantowana prawem. Gdyby prawo do kultury było wpisane do karty, w przypadku braku gwarancji wystarczającego dostępu do kultury obywatele mieliby możliwość odwołania się do organizacji międzynarodowych....

Żaden z prawnych aktów europejskich nie daje prawa, by domagać się dostępu do kultury. Czas na polską inicjatywę! Fot. Schutterstock.com

Katarzyna Kasprzyk

Katarzyna Kasprzyk

17 grudnia 2014

Próba podpisania ACTA wywołała masowy bunt, protestujemy, gdy zamykane są studyjne kina, z niedowierzaniem reagujemy na informację o gminach, które na kulturę nie wydają ani złotówki. Wszystkie te sprawy łączy kwestia prawa do kultury. Rozmawiamy o tym, że czas wprowadzić do prawa europejskiego zapis o prawie do kultury i tym samym wejść na kolejny cywilizacyjny poziom.



Reklama

Reklama

Pomysł, by powszechne prawo do czynnego i biernego udziału w kulturze wpisać do Protokołu Dodatkowego Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, pojawił się w głowie Krzysztofa Dudka - szefa Narodowego Centrum Kultury. Dudek zaraził pomysłem prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Wrocław był w 2016 roku Europejską Stolicą Kultury. Od trzech lat trwają zabiegi o prawo do kultury. Udało się wywołać europejską dyskusję na ten temat, w najbliższych miesiącach planowane jest duże wydawnictwo na temat prawa do kultury w Europie oraz kolejna międzynarodowa debata. NCK i Miastu Wrocław udało się zbudować grupę ambasadorów projektu. Nieczęsto projekty z Polski mają taki potencjał. Kultura nie jest jakimś dodatkiem do człowieczeństwa, tylko jego istotą, ale kto ma ją definiować? Określać, co kulturą jest, a co już nie? I co dokładnie oznacza prawo do kultury? Wspólnie z Narodowym Centrum Kultury zapraszamy Was do dyskusji i obejrzenia debaty na ten temat. O prawie do kultury rozmawiają nasi paneliści: 

* Rafał Dutkiewicz - prezydent Wrocławia, Europejskiej Stolicy Kultury 2016
* Krzysztof Dudek - dyrektor Narodowego Centrum Kultury
* Albert Stawiszyński - radca prawny, Narodowe Centrum Kultury
* Bożena Gierat-Bieroń - koordynatorka projektu "Prawo do kultury" w NCK
* Vienio Piotr Więcławski - artysta
Dyskusję prowadzi redaktor naczelny naTemat Tomasz Machała.

Nasi rozmówcy z różnych perspektyw i punktów widzenia opowiadają o kulturze. Piotr Więcławski przypomina, że artyści od zawsze korzystali z mecenatu, a prawo do kultury otwiera nowe przestrzenie artystyczne. Krzysztof Dudek opowiada o genezie inicjatywy: badania NCK wykazały, że istnieją gminy, które na kulturę nie wydają nawet złotówki - po prostu nie mają takiej pozycji w budżecie. Co może zrobić mieszkaniec takiej gminy, jeżeli nie podoba mu się ten fakt? Nie może odwołać się do żadnej europejskiej instytucji - stąd pomysł, by prawo do kultury wpisać do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

- Różne europejskie przepisy mówią o prawie do kultury, żaden jednak nie pozwala domagać się go, tak jak Konwencja o Prawach Człowieka - mówi prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. Jego zdaniem prawo do kultury to nie tylko wydatek, ale także inwestycja. To kultura bowiem wspomaga rozwój. Dyrektor Narodowego Centrum Kultury Krzysztof Dudek potwierdza, cytując Churchilla, który protestując przeciwko wojennym cięciom budżetu na kulturę w Wielkiej Brytanii, powiedział:, Jeśli nie będziemy wydawać na kulturę, to po co prowadzić wojnę?

- Ważne, by w świadomości ludzi zaistniał fakt, że prawo do kultury może stać się prawem podstawowym - mówi koordynatorka projektu dr Bożena Gierat-Bieroń. Ktoś może z niego nie skorzystać, ale będzie wiedzieć, że takie prawo jest. Rozmówcy dyskutują o kulturze, o dostępności do niej, o edukacji, która ma kształtować kulturalne gusta, dawać przewagę Europie nad szybkim, ale często dewastacyjnym rozwojem Chin czy Indii. Jak ustrzec się przez masowością i zjedzeniem kultury przez komercję? Jak wykorzystać nowe możliwości, by czerpać i udostępniać kontent kultury? Czy internet dostarcza kulturę? Jak z niego korzystać. I co na temat polskiej inicjatywy sądzą inne kraje europejskie?  Te i inne pytania i odpowiedzi znajdziecie w filmie. Zapraszamy do obejrzenia debaty, ciekawi jesteśmy też Waszych opinii na temat prawa do kultury. Zapraszamy do dyskusji.  Jan Klata, reżyser teatralny, laureat wielu nagród, m.in. Paszportu "Polityki" i Nagrody im. Konrada Swinarskiego. Od stycznia 2013 r. na stanowisku Dyrektora Narodowego Starego Teatru im. H. Modrzejewskiej.
Materiały Starego Teatru, fot. Jacek Poremba Katarzyna KasprzykKatarzyna Kasprzyk

12 grudnia 2014

"Prawo do kultury" jest wspólną inicjatywą Narodowego Centrum Kultury i miasta Wrocławia - Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Pomysłodawcy chcą, by wpisać je do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. O opinię na ten temat poprosiliśmy Jana Klatę, reżysera i dyrektora Starego Teatru w Krakowie, który kulturę tworzy, zarządza nią, a czasami nawet spotyka się (na własnej skórze) z sytuacjami mało kulturalnych protestów.



Reklama

Reklama

 Czy w dzisiejszej Polsce możemy spotkać się z przypadkami braku dostępności do kultury lub przykładami naruszania przestrzeni wolności twórczej? Czy "afera hańba" nie była narzucaniem przez grupę ludzi ich konserwatywnego punktu widzenia, a tym samym ograniczeniem dostępu do kultury dla całej reszty, która niekoniecznie musi podzielać ów radykalizm? Jak wyznaczać granice wolności artystycznej?

Jan Klata: Kilkanaście miesięcy temu na widowni Narodowego Starego Teatru miała miejsce "ustawka", w ramach, której usiłowano zerwać przedstawienie "Do Damaszku" w "spontanicznym" proteście przeciwko domniemanej pornografii. O tym, że szykuje się awantura, uprzedzano w mediach, a na sali znalazła się ekipa filmowa Ewy Stankiewicz. Sytuacja wymknęła się spod kontroli organizatorów całego przedsięwzięcia, gdy artyści zastosowali bierny opór, a protestująca dwudziestoosobowa 'elita królewskiego miasta' zaczęła obrażać aktorów i została wyklaskana przez resztę trzystuosobowej widowni, po czym opuściła teatr, a spektakl kontynuowano. Już kilkadziesiąt minut później, opatrzony "spontanicznym" komentarzem, filmik z całego zajścia został zamieszczony na YouTube na koncie tygodnika "Do Rzeczy", uzyskując kilkaset tysięcy wejść. Rozpętała się medialna paranoja, której temperatura dorównywała tylko jej absurdalności (niezależnie czy w TVN 24, czy w Telewizji Republika obracano na wszystkie strony tylko jedno pytanie: "czy aktorzy kopulowali, czy nie kopulowali?"). Prawo dostępu do dóbr kultury (w przypadku sceny narodowej zapewnianych przez państwo – i niech tak zostanie) jest dla mnie oczywistością, natomiast z perspektywy niemiłych doświadczeń chciałbym zauważyć, że pozostanie czczym frazesem, jeśli nie będzie mu towarzyszyć sensowne propagowanie kultury w całym skomplikowaniu i niejednoznaczności jej przejawów.  Inaczej grozi nam bezustanne powtarzanie awantur wokół "Damaszków" i "Golgot", okopywanie się na z góry upatrzonych pozycjach i wygodne strzelanie do sylwetki biegnącego artysty. Na krótką metę to łatwy cel, na dłuższą zawsze się przegra.  Internet, wielość bodźców, możliwość ich szybkiej zmiany, wpływa na sposób percepcji nie tylko najmłodszego pokolenia, ale nas wszystkich. Ma być szybko, mocno, atrakcyjnie i konkretnie. Czy kultura wysoka może być, nie tyle, co popularna, ale na tyle komunikatywna i interesująca, by docierać także do pokolenia wychowanego na szybkiej informacji i krótkiej koncentracji na treści?

Nie należę do grupy wyznawców ekranów dotykowych (sam nawet nie mam konta na Facebooku), natomiast nie pomstuję na przemiany cywilizacyjne, i nie sądzę, aby teatr miał paść ich ofiarą. Zdaję sobie sprawę, że utrzymanie, a nawet zwiększenie dotychczasowej dziewięćdziesięcioprocentowej frekwencji na widowni Starego Teatru wymaga mocnej, nowoczesnej obecności w internecie. Można się o tym przekonać na profilu
FB Starego Teatru

Czy teatr może być atrakcyjny dla ludzi więcej czasu spędzających w wirtualnym świecie niż na tym łez padole? Zapraszam na "Akropolis"


"Poczet Królów Polskich"


czy "Oresteję"



PS Może odpowiem jeszcze inaczej: moim debiutem reżyserskim w Narodowym Starym Teatrze była adaptacja powieści Philipa K. Dicka "Trzy Stygmaty Palmera Eldritcha".

Prawo do kultury

Prawo do kultury rozumiane, jako umożliwienie każdemu z nas – niezależnie od ograniczeń finansowych czy geograficznych – swobodnego dostępu do dóbr kultury, wydaje się dziś oczywistością. Ale czy na pewno tak jest?

Inicjatywa Narodowego Centrum Kultury i miasta Wrocławia - Europejskiej Stolicy Kultury 2016 ma rozpocząć dyskusję na temat prawa do kultury, jako prawa człowieka, zagwarantowane w dokumencie, który będzie obowiązywał we wszystkich państwach członkowskich Rady Europy. Po co te zmiany? Pomysłodawcy podają konkretne powody.

Konieczność modyfikacji prawa wynika dziś ze zmiany sposobu definiowania państwa; nie jest już ono tworem, który stosuje przestarzałe metody mecenatu nad kulturą, lecz staje się konstrukcją postmodernistyczną, to znaczy deleguje swoje funkcje niżej oraz zleca zadania organizacjom pozarządowym lub quasi-pozarządowym.

Żyjemy w epoce cyfryzacji, w której radykalnej zmianie ulegają formy dostępu do dóbr i usług kulturalnych. Dają one nowe możliwości, zwiększając zarazem wymagania wobec dotychczasowych wersji praw kulturalnych, w tym np. praw autorskich.

Kultura stanowi element współczesnej ekonomii i jako czynnik wzrostu wpływa znacząco na przemysły kreatywne, nowoczesne technologie i innowacyjność społeczeństw. Jest warunkiem sine qua non rozwoju społeczeństwa informacyjnego.

Różnorodność kulturowa i pluralizm upoważniają nas do starań w zakresie włączenia do kultury wszystkich osób, które z powodu różnorakich barier (zdrowotnych, językowych, ekonomicznych, geograficznych i innych) nie mogą być pozbawione dostępu do kultury.

Współczesna demokracja zakłada swobodę form artystycznego wyrazu, która powinna być zagwarantowana prawem. Gdyby prawo do kultury było wpisane do karty, w przypadku braku gwarancji wystarczającego dostępu do kultury obywatele mieliby możliwość odwołania się do organizacji międzynarodowych.

 

 

    

Utworzono za pomocą Mozello – to najłatwiejszy sposób tworzenia witryn internetowych.

 .